Libia po rewolucji
2012-04-30

Wydawało mi się, że cała Libia stoi w ogniu, że wszędzie jest krew. Pamiętam kiedy zaczęły się walki w Bengazi, kiedy po ulicach Al-Zawij jeździły czołgi. Widziałem jak żołnierze strzelają na ulicach do moich sąsiadów, rodziny, widziałem jak giną. Zrozumiałem, że wolność możemy kupić sobie tylko krwią, bo to nie my mieliśmy ropę, nie my mieliśmy pieniądze to Kadafi je miał. My mogliśmy dać światu tylko zabitych i prosić o pomoc.



Jak tunezyjska rewolucja wpłynęła na wydarzenia w Libii? Jak wygląda Libia teraz i czego oczekuje od pozarządowych organizacji i światowych rządów? - rozmowa z libijskim reżyserem filmów dokumentalnych Mohamedem Rajad Hawas

Jak wyglądało Pana życie codzienne w czasie rewolucji?

Pochodzę w miasta Al-Zawija tam toczyły się jedne z największych walk. Wprowadzono przeciwko bezbronnym ludziom czołgi, od razu, pierwszego dnia protestów użyto ciężkiej amunicji. Cały czas starałem się zbierać materiał filmowy dokumentować sytuację, na wszelki wypadek, na wypadek śmierci. Widzi Pani tę kurtkę?
 

(pokazuje kawałek spalonego polarowego kołnierza)

Po jednej z eksplozji, w której zginęli ludzie jakiś odłamek tylko wypalił mi dziurę. Teraz noszę tę kurtkę na szczęście.
 

Spodziewał się Pan, że coś takiego jak rewolucja w Libii może się wydarzyć?

Przede wszystkim ludzie w Europie najczęściej bardzo słabo znają sytuację w Libii. Nie znają też Libijczyków, bo niby w jaki sposób mieliby do nich wcześniej trafić. Jeśli chodzi o reżim Kadafiego to na początku, kiedy doszedł do władzy nie znaliśmy w ogóle demokracji, więc czemu mielibyśmy się jemu sprzeciwiać. Wiedzieliśmy, że Libia jest bardzo bogatym krajem, każdy to wie też teraz. W pierwszym okresie rządów Kadafiego ludziom się podobało, że mają zdecydowanego silnego przywódcę, trochę jakby króla, który się nimi zaopiekuje. Kadafi dużo obiecywał i rozbudzał nadzieje, ale już po chwili okazało się kim jest naprawdę. Krwawym i okrutnym tyranem. Przez ponad 40 lat jego rządów nikt nie był bezpieczny, nie znałeś dnia ani godziny, kiedy pójdziesz do więzienia albo zostaniesz zabity. Dobrze było jeśli ktokolwiek poinformował rodzinę o tym co się z tobą stało czy gdzie jesteś. Ludzie znikali. Nie tylko nasze ciała były więzione, nasze umysły też. Jestem nauczycielem historii, ale nigdy nie mogłem nauczać prawdy. Cały czas musiałem przelewać na studentów wersję wydarzeń Kadafiego – to nie jest życie. Wykształceni Libijczycy uciekali z kraju przy każdej okazji. Pyta Pani czy spodziewałem się rewolucji? W ciągu kilku tygodni przed tak, ale rok przed rewolucją zapytany o to samo nie wiem co bym powiedział.
 

Co spowodowało, że zaczął Pan odczuwać, że rewolucja w Libii nastąpi?

Głównym zapalnikiem i właściwie kroplą, która przepełniła czarę było odkrycie więzienia w Abu Salim. Oczywiście wcześniej wiedziano, że jest tam więzienie, ale wyszły na jaw liczby, dokumenty, statystyki. Ogrom udokumentowanej zbrodni był nie do zniesienia. Od lat siedemdziesiątych w Abu Salim stracono w różny sposób 1200 osób – w większości byli to więźniowie polityczni i religijni. Cześć z nich była torturowana inni po prostu masowo rozstrzelani. Kiedy w Tunezji zaczęły się protesty syn Kadafiego oznajmił, że Libia zacznie wprowadzać system gwarantujący Prawa Człowieka. Jeden z prawników zaczął wtedy domagać się odtajnienia wszystkich ofiar Abu Salim i odszkodowania dla rodzin oraz ukarania winnych. Od razu został aresztowany. Wtedy było już jasne, że ludzie są na skraju wytrzymania i wyjdą na ulicę.
 

Czyli można powiedzieć, że ten prawnik spełnił trochę rolę Bouaziziego w Libii?

Trochę tak, choć nie powinniśmy porównywać tych dwóch krajów. Znam je oba, bo często jestem w Tunezji. Kiedy wybuchła rewolucja w Tunezji byłem tutaj, a dzień przed wybuchem protestów w Libii wróciłem do Al-Zawija (właściwie teraz znajomi się śmieją, że gdzie nie pojadę tam zaczynają się jakieś zamieszki – śmiech). Ale nie można pomniejszać oczywiście wagi rewolucji tunezyjskiej. To chyba była najmniej spodziewana rewolucja w świecie arabskim. Kiedy skumulowały się te dwa zdarzenia, najpierw rewolucja w Tunezji, a potem odkrycie w Abu Salim ludzie poczuli, że dłużej już tak nie dadzą rady i co najważniejsze, że mają siłę coś z tym zrobić. W domu w Al-Zawija pierwszego dnia po powrocie usłyszałem, że coś się dzieje na zachodzie kraju. Ludzie zaczęli zrywać plakaty dyktatora, krzyczeć co o nim myślą. Na początku przez długi czas po naszej stronie nie było zupełnie broni przez tygodnie trwały protesty pokojowe, niby skąd mielibyśmy mieć jakąś broń.
 

Nie baliście się, że się nie uda?

Nie myśleliśmy o tym. Wiedzieliśmy, że nie ma odwrotu i, że mamy tylko dwie drogi – zginąć na oczach świata walcząc o godność ludzką albo zginać w represjach i na kolanach poddając się. Jednak cały czas byliśmy pewni, że uda się pokonać Kadafiego bez broni. Wydawało mi się, że cała Libia stoi w niegasnącym ogniu, że wszędzie jest krew. Pamiętam kiedy zaczęły się walki w Bengazi, kiedy po ulicach Al-Zawij jeździły czołgi. Widziałem jak żołnierze strzelają na ulicach do moich sąsiadów, rodziny, widziałem jak giną. Zrozumiałem, że wolność możemy kupić sobie tylko krwią, bo to nie my mieliśmy ropę, nie my mieliśmy pieniądze to Kadafi je miał. My mogliśmy dać światu tylko zabitych i prosić o pomoc.
 

Jak wyglądała rola kobiet w czasie rewolucji?

Libia jest tradycyjnym muzułmańskim państwem, ale powoli sytuacja kobiet się zmieni. Zwłaszcza po rewolucji. Mężczyźni zobaczyli jak bardzo kobiety są zorganizowane, jak kierują np. zaopatrzeniem, jak sprawnie pracują w szpitalach. To one przygotowywały odpowiednie paczki zawierające apteczki i jedzenie, które przewoziły sekretnie na front. One też przewoziły pieniądze dla walczących. A skąd niby mieliśmy tyle flag do rozwieszania. To one wszystko uszyły. Walczyły nawet na froncie i wychodziły na ulice. Teraz rola kobiet w społeczeństwie będzie się zmieniać i umacniać. Nauczyły się walczyć i muszą domagać się swoich praw, nawet już jako dziewczynki. Zmiany nie nastąpią od razu, ale krok po kroku się uda.
 

Muszę przyznać, że wygrana, właściwie bardzo szybka rewolucjonistów libijskich była dla mnie zaskakująca. Jednak co dalej? W jakim kierunku teraz pójdzie Libia?

To jest bardzo dobre pytanie, ale jasnej odpowiedzi na nie na razie nie ma. Natomiast wiem, że absolutnie musimy się wystrzegać teraz dyktatury i ekstremistów. To czego teraz bardzo potrzebujemy to dobre wzorce, które pomogą nam zbudować odpowiednie dla naszego kraju, dla mentalności tutejszych ludzi struktury i społeczeństwo - obywatelskie. Bo znów, Libia to nie Tunezja. W Tunezji działały organizacje pozarządowe, przyjeżdżali turyści, jednak przepływ ludzi i informacji był. Libia była zamknięta. My dopiero podczas rewolucji poznawaliśmy takie rzeczy jak społeczeństwo obywatelskie. Wszystko musimy teraz budować od podstaw, ale ludzie chcą budować - to najważniejsze i starają się. Mam nadzieję, że i teraz świat nas nie zostawi bez pomocy.
 

W jakich obszarach ta pomoc jest teraz najbardziej potrzebna?

Tak naprawdę to we wszystkich możliwych: bezpieczeństwo, bezrobocie, ale i takie rzeczy jak współdziałanie, jak edukacja. Nie zapominajmy jednak, że w Libii jest ciągle niebezpiecznie. Zanim zostaną wprowadzone jakiekolwiek programy dla organizacji pozarządowych trzeba rozbroić wszystkie jednostki. Potem należy wprowadzić jak najwięcej programów edukacyjnych i kształtujących społeczeństwo obywatelskie, a w międzyczasie budować struktury państwowe. To musi dziać się teraz, póki ludzie jeszcze wierzą, póki jeszcze nie pojawiły się nastroje niezadowolenia. Bo to jasne, że się pojawią – nowej państwowości nie zbudujemy w rok czy dwa. Ludzie musza przygotować się na długi proces, ale z drugiej strony Libia to bogaty kraj. My nie musimy zastanawiać się na czym zbudować gospodarkę, mamy odpowiednie bogactwa naturalne i zasoby. Przy rzetelnym i uczciwym gospodarowaniu nimi oraz dobrych strukturach i z wyedukowanym społeczeństwem możemy wyjść na prostą.
 

Mohamad Rajad Hawas (Libia) – jeden z gości Filmowego Festiwalu Dzieci i Młodzieży (FIFEJ) w tunezyjskim Sousse, reżyser filmów dokumentalnych, profesor historii, uczący w szkole w mieście Al-Zawija, fotograf


rozmawiała
Marta Górska, WiosnaLudow.pl



Strona główna