Media obywatelskie po jaśminowej rewolucji
2012-05-04
SlimKiedy rewolucja się zaczęła miałem dwa wyjścia albo wyjść z ludźmi na ulicę albo być reporterem. To trudny wybór. Zostałem więc dziennikarzem obywatelskim. Na ulicach nie było jeszcze ludzi, którzy jednocześnie byliby częścią tłumu, wiedzieli jak i o co pytać, którzy interesowaliby się nie tylko tym co i dlaczego się dzieje, ale też tym co myślą i czują w związku z tym ludzie, którzy zdecydowali się protestować. Byłem z kamerą praktycznie wszędzie, gdzie były protesty m.in. w Sidi Bousaid, Kasrin, Tunisie – rozmowa ze Slimem Ayedi, tunezyjskim dziennikarzem i blogerem.




W czasie jaśminowej rewolucji byłeś jednym z pierwszych reporterów, który nie tylko dokumentował wydarzenia, ale też stał podczas demonstracji razem z protestującymi i zbierał ich opinie. Jak wyglądała praca reportera mediów obywatelskich w tym czasie?

Kiedy rewolucja się zaczęła miałem dwa wyjścia albo wyjść z ludźmi na ulicę albo być reporterem. To trudny wybór tym bardziej, że sam straciłem wtedy pracę, a na ulicach było już kilku dokumentalistów z dużych mediów. Jednak nie było jeszcze ludzi, którzy jednocześnie byliby częścią tłumu, wiedzieli jak i o co pytać, którzy interesowaliby się nie tylko tym co i dlaczego się dzieje, ale też tym co myślą i czują w związku z tym ludzie, którzy zdecydowali się protestować. Zostałem więc dziennikarzem obywatelskim. Byłem z kamerą praktycznie wszędzie, gdzie były protesty m.in. w Sidi Bousaid, Kasrin, Tunisie. Chodziłem między ludźmi i pytałem czemu tutaj przyszli, o co walczą, czego spodziewają się po tych demonstracjach.
 

To musiało być też niebezpieczne, trochę jak praca reportera wojennego.

Tak, zdarzały się sytuacje niebezpieczne. Pamiętam zwłaszcza luty 2011, kiedy policja była najbardziej brutalna, mimo że to już było po ustąpieniu Ben Alego. 25. lutego była jedna z największych demonstracji. Na ulicach znalazło się ponad 100 tys. osób. Solidaryzowaliśmy się z Libijczykami, ale też domagaliśmy się ustąpienia ówczesnego premiera rządu przejściowego Mohameda Ghannouchiego, który po obaleniu Ben Alego stanął na czele rządu. Z grupą aktywistów i dziennikarzy byliśmy wtedy w hotelu International w Tunisie, kiedy dostaliśmy wiadomość, że policja, brutalnie tłumiąca zamieszki na ulach za pomocą gazu łzawiącego, zmierza do hotelu. Przeżyłem wtedy naprawdę chwile grozy. Musieliśmy uciekać. Pomagała nam obsługa hotelu przeprowadzając bezpiecznym przejściem na zewnątrz. Tego dnia została mi też odebrana kamera i na 3 tygodnie stałem się zwykłym protestującym, bo nie mogłem kupić nowej.
 

Co myślisz o działaniach profesjonalnych mediów w czasie rewolucji? Szczególnie chciałabym się dowiedzieć co jako dziennikarz i aktywista myślisz o roli telewizji Al Jazeera.

Na samym początku rewolucji w Tunezji Al Jazeera dobrze wywiązywała się z roli telewizji informacyjnej. Przedstawiała fakty i jeszcze nie manipulowała nimi. Stopniowo jednak, w miarę jak widziała swoją siłę, jak widziała zaufanie ludzi, zmieniła się w telewizję propagandową. Nie chodzi tylko o to, że to medium polityczne czy o to, że steruje faktami. Al Jazeera zaczęła sterować nie tylko opinią publiczną, pokazując fakty wybiórczo, ale też ocenia je publicznie, wywołuje i podsyca nastroje, sterując tym co się w jakim kraju dzieje. Telewizja o tak dużym zasięgu nie powinna ingerować w politykę świata arabskiego, gdzie każda akcja ma swoją reakcję, gdzie nastroje są napompowane i niestabilne. Media nie mogą decydować za ludzi co się ma dziać na świecie. Jak dla mnie ta stacja straciła wiarygodność, o którą długo zabiegała.
 

A co się dzieje teraz z dziennikarstwem obywatelskim i nowymi mediami w Tunezji?

Przyszłość wiarygodnych mediów na całym świecie przeniesie się do internetu. Po rewolucjach w świecie arabskim widać jak dużą rolę zaczęły odgrywać social media i blogerzy. Dzięki internetowi możemy dotrzeć z informacjami wszędzie, możemy rozwijać się i podróżować. W czasie rewolucji pojawiło się wielu blogerów, którzy rzetelnie podawali i weryfikowali informacje. Około 20 z nich, znanych z imienia i nazwiska, stało się naprawdę znanymi dziennikarzami, jednak teraz z naszej grupy zostało niestety tylko 3 niezależnych działaczy. Reszta została zwerbowana przez nowe partie polityczne tylko po to, żeby stali się ich „twarzami”. Niestety to jest problem. Teraz musimy wykształcić kulturę niezależnych mediów, a nie angażować się politycznie. Bo to przecież tylko tworzenie kolejnych propagandowych przekazów.
 

Ty starasz się wykształcić kadry tych nowych mediów.

Tak. Należę teraz do grupy dziennikarzy, którzy pracują nad programem reformującym media w Tunezji. Prowadzimy warsztaty dziennikarskie, szkolimy blogerów. Są też organizacje międzynarodowe, które chcą nam pomagać finansowo. Jednak na tym polu mamy jeszcze wiele do zrobienia i myślę, że to jest jeden z obszarów działania gdzie aktywiści, dziennikarze i blogerzy z innych krajów mogliby nam pomóc i wymieniać się doświadczeniami. Media to siła, dlatego nie można pozwolić by stały się narzędziem propagandy i obróciły się przeciwko ludziom.
 

Jak zmieniło się twoje życie i praca po rewolucji?

Szczerze mówiąc, to poza tym, że nie chodzę już na demonstracje codziennie, to prawie wcale. Robię to samo co wcześniej. Obserwuję ludzi, nastroje społeczne. Chodzę wszędzie z aparatem i kamerą i staram się opowiadać co się dzieje.
 

O czym dziś opowiadasz?

Mówię o rzeczywistości, tej nie wyidealizowanej, ale tej namacalnej, którą tutaj mamy. Chcę opowiedzieć ludziom prawdę. Dziś jesteśmy rok po rewolucji i co zmieniło się w życiu przeciętnego człowieka? Czy jest bezpieczniejszy? Może myślisz, że jest bogatszy? Nie jest. Ludzi, którzy wiedzą trochę o przemianach demokratycznych to nie dziwi, bo wiedzą, że po rewolucjach nie da się od razu przeskoczyć do etapu „wszystko jest dobrze”, ale tego zwykłego człowieka to dziwi. Ludzie chcieli zbudować demokrację i dobrobyt w pół roku, a teraz są coraz bardziej zawiedzeni.
 

Jakie są główne problemy Tunezyjczyków?

Bezrobocie to najważniejszy problem. On generuje wiele innych. W Tunezji 27 % społeczeństwa to bardzo biedni ludzie, najczęściej bezrobotni. Po rewolucji w wielkim kłopocie znalazło się wiele kobiet. Straciły one swoich mężów, czy innych męskich członków rodziny, którzy zarabiali na dom. Zostali oni albo zabici, albo ranni, albo po prostu bezrobotni. W dodatku mężczyźnie w Tunezji mimo bezrobocia dużo łatwiej znaleźć prace niż kobiecie. Zwłaszcza poza dużymi ośrodkami miejskimi. Władze powinny się skupić na programach, które będą sukcesywnie zmniejszały bezrobocie i pozwalały kobietom łatwiej zyskać zatrudnienie. Rozwój ekonomiczny i nowe alternatywy rozwoju turystyki to podstawa, bez której młodzi wykształceni ludzie nie znajdą żadnej pracy, niezależnie od tego jakie kierunki na studiach skończyli.

Bezrobocie z kolei prowadzi to obniżenia standardów bezpieczeństwa. Nie możemy też mówić o demokracji bez reform w sądownictwie i strukturach policyjnych. Dziś walczymy o prawa człowieka i domagamy się demokracji, ale z drugiej strony rośnie rozczarowanie i pojawia się coraz więcej skrajnych islamistów. Jeżeli nie zbudujemy teraz struktur państwowych opartych na prawach człowieka i nie postaramy się o gwarancje pomocy socjalnej dla najbiedniejszych, to nie wiadomo czy za 5 lat wciąż będziemy mieć demokrację tym kraju.

 

Slim Ayedi – tunezyjski aktywista, dziennikarza i bloger. Jeden z pierwszych propagatorów dziennikarstwa obywatelskiego w Tunezji.
 

Rozmawiała Marta Górska, WiosnaLudow.pl

 



Strona główna