Wszyscy mówią, nikt nie rozumie - debata publiczna w Tunezji
2012-05-07
W Tunezji nie istnieje jeszcze język debaty publicznej, nie wykształciła się kultura polityczna. Szczerze mówiąc to nie wiem czy ktoś wie jak uprawiać dziś w Tunezji politykę. Wszyscy mówią i zajmuje to godziny, ale nie wiemy o czym kto mówi. Nie ma w tych słowach spójności i wychwycić sens i to o co tak naprawdę komu chodzi jest trudno. Jak sami nie umiemy ze sobą rozmawiać, to kto nas zrozumie. Poza tym domagamy się praw, o których nie mamy pojęcia - rozmowa z aktywistą Ziedem Abizid



Kiedy zaangażowałeś się w działalność społeczną?

Właściwie to nie tak, że od razu zaangażowałem się społecznie. W 1994 r. zostałem członkiem stowarzyszenia L’Associaation  des habitants d’El Mourouj 2  naszej dzielnicy w Tunisie. Była to pierwsza taka organizacja, która zaczęła używać dobrego sprzętu komuterowego i stawiała na edukację informatyczną młodzieży. Poza tym mieli też grupę street dancerów (śmiech).
 

Jaka była pierwsza poważna akcja w jakiej brałeś udział?

Zaczęło się od pisania petycji na temat wysypiska śmieci. Walka z nim trwa w naszej dzielnicy od lat 80-tych. Wtedy też powstało nasze stowarzyszenie. Kiedy ja dołączyłem byliśmy już po kilku wygranych bitwach. Pisaliśmy jednak kolejne petycje o rozważne gospodarowanie odpadami, o pozwolenie na założenie parku, o lepsze zabezpieczanie śmieci etc.
 

Wciągnąłeś się.

Tak. Zwłaszcza, kiedy w 1996 wygraliśmy walkę o ogród na terenie osiedla. Mamy teraz w dzielnicy park na 3 hektarach. Niestety w tym samym czasie stowarzyszenie zostało zdelegalizowane na kilka lat. Nie zaprzestaliśmy jednak działalności. Zwłaszcza w obszarze edukacji młodzieży i ekologii. Zresztą dzięki temu byliśmy na tyle zdyscyplinowani, żeby utrzymać w miarę bezpieczeństwo w czasie rewolucji. Zorganizowaliśmy pomoc i straż sąsiedzką.
 

Działacie też na polu sztuki.

Tak, co roku organizujemy festiwal naszej dzielnicy. Mamy zajęcia dla dzieci, cały dzień trwające zabawy, konkursy i teatry uliczne. Także różne aktywności dla młodzieży, które mają przybliżyć ją do tradycji kraju. Są też oczywiście nagrody. Na koniec dnia rozdajemy różne gadżety naszego stowarzyszenia. Mamy też konkursy np. na najładniejszy ogród w okolicy itp. Z naszych osiągnięć w ramach działalności lokalnej korzystają też organizacje z innych krajów. Prowadzimy program wymiany aktywistów z: Francji, Hiszpanii, Włoch, Belgii, Grecja, Maroka, Egiptu, Libii. Szukamy wspólnie dróg współdziałania, wymieniamy doświadczenia w obszarze partnerstwa, aktywowania społeczeństwa lokalnego, edukacji ekologicznej i innych.
 

Czy jako stowarzyszenie skupiacie się dziś głównie na ekologii?

Ekologia była powodem założenia organizacji. Ciągle chcemy wdrażać nowe rozwiązania, szukać sposobów na to, żeby żyło nam się lepiej w swojej okolicy. Nie znaczy to jednak, że nie widzimy innych problemów w dzisiejszej Tunezji. Wspominałem o organizowanym przez nas festiwalu. Trwa on tylko w ciągu dnia, bo wieczorami trudno jest zapewnić wszystkim bezpieczeństwo. Drobne kradzieże, bezrobocie, alkoholizm i narkomania to problemy, które widzimy na co dzień. Dlatego tak ważne jest edukowanie dzieci i młodzieży. Uważam, że trzeba poświęcać im czas i pokazywać jak można sobie pomagać i jak wiele można zrobić, działając wspólnie.
 

Jakie widzisz dzisiaj największe problemy i zagrożenia dla Tunezji?
 

Mamy wiele problemów. Po pierwsze zapewnienie bezpieczeństwa. I to nie tylko na poziomie reformy policji. Problem sięga znacznie głębiej. Przed rewolucją Tunezja wyglądała bardziej spójnie. Na ulicach i w życiu publicznym nie widziało się islamskich ekstremistów. Byli nielegalni. Teraz są i jest w nich czasem dużo gniewu. Wyszli z więzień i tak jak wszyscy teraz chcą mówić i domagać się swoich praw, ale w Tunezji nie istnieje jeszcze język debaty publicznej, nie wykształciła się jeszcze kultura polityczna. Szczerze mówiąc to nie wiem czy ktoś wie jak uprawiać dziś w Tunezji politykę. Wszyscy mówią i zajmuje to godziny, ale nie wiemy o czym kto mówi. Nie ma w tych słowach spójności i wychwycić sens i to o co tak naprawdę komu chodzi jest trudno. Nie sądzę, żeby Tunezja stała się krajem islamistów jak obawiają się niektórzy, ale do tego potrzebny jest dialog. Wszyscy musimy teraz nauczyć się komunikować miedzy sobą. Jak sami nie umiemy ze sobą rozmawiać, to kto nas zrozumie. Poza tym domagamy się praw, o których nie mamy pojęcia.
 

Co to znaczy?

To, że po pierwsze nie wiemy jakie mamy teraz prawa, a po drugie dużo osób, krzycząc „dajcie nam nasze prawa” nie umie tego zdefiniować. Jeśli aktywista czy działacz nie wie jakie ma prawa to co na ten temat ma wiedzieć 99% społeczeństwa, która nie zasiada w żadnych strukturach oficjalnych lub pozarządowych. Niedawno pierwszy raz głosowałem, mam 32 lata i to moje pierwsze wybory. Mało tego, nasze stowarzyszenie zabezpieczało i przygotowywało 4 miejsca do głosowania, weryfikowaliśmy głosy itp., a mimo to nie wiem jakie dokładnie mam prawa we własnym kraju. Dotyczy to też kwestii praw kobiet.
 

Kobiety i mężczyźni nie mają równych praw w Tunezji?    

Nie do końca. Od momentu całkowitego wyjścia z Tunezji Francuzów i odzyskania suwerenności w 1956 kobiety miały pełnię praw obywatelskich. Choć w praktyce dotyczyło to tylko dużych miast. Potem to się zmieniło pod wpływem praw tradycyjnych, zwłaszcza na prowincjach. Kobiety tam żyją w odosobnieniu i są zależne najczęściej od mężczyzn, którzy mają nad nimi władzę. Prawo mówi np. że nie wolno bić kobiety. To jednak nie jest oczywiste w społecznościach tradycyjnych. Kobiety bite też często nie wiedzą, że nie wolno ich tak traktować, a te które wiedzą i tak nie pójdą z tym nigdzie, bo niby gdzie mają iść? Co zrobi policja? Odeśle je do domu, a rodzina powie, że taka kobieta przyniosła jej wstyd, bo publicznie skarży na męża czy ojca. Dlatego ważna jest też bardzo edukacja w zakresie praw kobiet i dzieci.
 

Czy są jeszcze jakieś obszary, w których widziałbyś możliwość współpracy z organizacjami z poza Tunezji?

Problem bezrobocia jest chyba najważniejszy, bo implikuje wiele innych. Na przykład bezdomność, alkoholizm, narkomanię. Ludzie też powychodzili z więzienia po długotrwałych wyrokach i trzeba się nimi zająć, dać im pomoc psychologiczną, pomóc dostosować się do społeczeństwa. A jeśli chodzi o aktywistów to na pewno warsztaty dla trenerów, wymiana doświadczeń na poziomie prowadzenia archiwów, statystyk, dokumentacji. To także ważne rzeczy. Po przeprowadzeniu jakiegoś programu też dobrze znaleźć klucz jak korzystać z niego później.



Zied Abizid – aktywista, trener, członek stowarzyszenia L’Associaation  des habitants d’El Mourouj 2 w Tunisie.


Rozmawiała Marta Górska, WiosnaLudow.pl

 



Strona główna