Syria to element gry w kolejnej zimnej wojnie - rozmowa z Samerem Masri
2012-06-25
Samer Masri

"W momencie kiedy ktoś trafia w ręce oddziałów shabiha, następuje torturowanie, często długotrwałe. Patologiczne poniżanie, zwierzęce wyżywanie się, stosowany jest każdy rodzaj tortur, włącznie z bardzo brutalnymi seksualnymi i to na każdym więźniu. Nie ważne czy to kobieta, dziecko czy mężczyzna. Nie ważne w jakim kto jest wieku.
Wewnątrz  kraju nie da się nic zrobić. Nie ma możliwości udzielenia pomocy w ramach działań organizacji pozarządowych. Skupić należy się na sprawie uchodźców" - o sytuacji w Syrii i możliwościach udzielania pomocy uchodźcom opowiada Samer Masri.

 



Masz bezpośredni kontakt z ludźmi, którzy wciąż przebywają w Syrii. Jak wygląda dziś życie w tym kraju?


Mam kontakty z kilkoma grupami ludzi: z aktywistami i działaczami opozycji, Polkami mieszkającymi w Syrii, moją rodziną, która jeszcze tam została, ale też zwolennikami reżimu, którzy w jakiś sposób nadal uważają się za moich znajomych. Nie kontaktuję się jednak z nimi często z obawy o ich bezpieczeństwo. Życie osób, które zamieszkują takie okolice jak Homs czy części Syrii, gdzie odbywają się regularne walki, znamy z nagrań umieszczanych w Internecie. W pozostałych regionach panuje strach, ale też chaos. Ludzie mają fragmentaryczne informacje. Wiedzą np., że o jakiejś godzinie pod ich oknem była strzelanina, ale nie wiedzą kto strzelał, do kogo i czy było to coś strategicznie istotnego czy nie.


Jak wyglądają dziś duże miasta takie jak Damaszek czy Aleppo?


Nie ma tam wojny domowej, ale stosowane są podwyższone środki ostrożności. Wygląda to trochę jak Irak po upadku Saddama, czyli dużo wojska, check pointy itp. Damaszek zresztą zawsze był bardzo chroniony. Pamiętam, jak mój ojciec powtarzał, że miasto otaczają wyrzutnie rakiet. Nie po to by nas chronić, ale "na wszelki wypadek" wycelowane są w stronę stolicy. 


Sytuacja polityczna Syrii jest trudniejsza niż było to w przypadku pozostałych krajów, w których wybuchały rewolucje (Tunezji, Egiptu, Libii). Ostatnio zostali jednak wpuszczeni niezależni obserwatorzy ONZ. Jak oceniasz ich działania?


Obserwatorzy zrobili ile mogli, jednak nie mieli możliwości podjęcia żadnych konkretnych działań. Na początku, kiedy przyjechali, liczba zabitych w statystykach dziennych spadła. Później jednak znów rosła. Według mojej interpretacji tego zjawiska Bashar Assad zobaczył, że nie ma reakcji na raporty obserwatorów, że jego działania spotykają się co najwyżej z krytyką, więc nadal zabija ludzi. Nie pojawiły się realne groźby interwencją zbrojną ze strony mocarstw zachodnich, w związku z czym czuje się bezkarny.


ONZ poniosło w Syrii klęskę?


Dotychczas ONZ grało dobrą rolę, zważywszy na to, jakie ma do dyspozycji narzędzia proceduralne. Ale nie było wyraźnego parcia ani gróźb ze strony USA czy UK, skierowanych pod adresem Assada. Nie było wyraźnie powiedziane co się stanie, jeśli Syria nie zastosuje się do planu stabilizacyjnego przygotowanego przez Annana. Nie było zagrożenia wprost interwencją zbrojną. W tych warunkach obserwatorzy ONZ są bezradni. To nie jest ich wina, że ich wizyta niewiele dała, tylko państw, które nie wspierają ich misji. Niektórzy członkowie syryjskiej opozycji mają pretensje, że są obserwatorzy, ale nie powstrzymują masakr. Jednak nie mają oni możliwości powstrzymać tego, co się dzieje.


Jeśli nie po stronie obserwatorów ani nie po stronie konkretnych osób decyzyjnych, to gdzie leży problem ONZ?


Nie ma rezolucji i nie ma zgody Rady Bezpieczeństwa, więc nie jest możliwa interwencja zbrojna. Rezolucja uzależniona jest od Chin i Rosji. Problem leży po stronie strukturalno–administracyjnej samej instytucji. Model Rady Bezpieczeństwa nie sprawdza się. Nie jest to wina pojedynczych osób, lecz problem państw, które nie dogadały się w sprawie innego modelu funkcjonowania. Ale to sprawa struktury, a nie kwestia decyzyjności obserwatorów czy ich misji.


Jaki realny interes ma Rosja w Syrii i dlaczego sprzeciwia się uchwaleniu rezolucji?


Stanowisko Rosji jest, najłagodniej mówiąc, nieodpowiedzialne, a niektórzy określają je wprost partnerstwem w zbrodniach przeciw ludzkości. Nie można niestety w żaden sposób wpłynąć na ich decyzje. Widzę to jako kolejną zimną wojnę. Trwa ona od momentu, kiedy zaczęły się negocjacje USA z Rosją o nowy traktat dotyczący redukcji arsenału nuklearnego. Syria jest tylko kartą przetargową w tej grze. Rosja nie odpuści, jeśli USA nie odpuszczą np. w sprawie tarczy antyrakietowej. USA są kluczem w porozumieniu z Rosją, ale teraz się na to nie zanosi.

Media powtarzają bardzo powierzchowne analizy, które mają być rzekomym kluczem do problemu. Podają, że Rosja ma interes w eksporcie broni do Syrii, ale jakby upadł reżim, to mieliby jeszcze więcej kontraktów i większą wymianę handlową. Drugim punktem często pojawiającym się w kontekście stosunków syryjsko–rosyjskich jest port w Tartus. Jest to ważne strategicznie miejsce, ale nie kluczowa sprawa. Realnie wygląda to tak, że państwa grupy BRICS zebrały się na początku 2011 roku w Pekinie i zdecydowały o wspólnej linii postępowania, tak aby mieć większe wpływy w ONZ i oddziaływać silniej na politykę światową, sprawy związane ze zbrojeniem i gospodarką. W efekcie działają teraz jako przeciwwaga dla USA, a Syria jest elementem tej rozgrywki.


Jeszcze jedną siłą polityczną w tym konflikcie powinna być Liga Państw Arabskich, jednak znikła ostatnio i nie zajmuje wyraźnego stanowiska.


Liga odgrywałaby rzeczywistą rolę, gdyby Egipt był stabilny politycznie i gdyby Arabia Saudyjska nie miała swoich interesów dotyczących królewskiego rodu, które nie są zbieżne z interesami opozycji syryjskiej. Dlatego nie zajmuje wyraźnego stanowiska.


Kim jest opozycja syryjska? Na początku rewolucji panował chaos i wydawało się, że wszystko przebiega bardzo spontanicznie. Jednak po półtorarocznych protestach i zamieszkach, które niektórzy nazywają już wojną domową, musiała wyłonić się jakaś grupa wojskowa lub polityczna, która jest traktowana jako poważna alternatywa dla rządów Assada.


Oczywiście istnieje syryjska opozycja i ma się dobrze, choć nie jest monolitycznym, zjednoczonym tworem. Jednomyślności nigdy nie było co do wielu spraw, ale gdyby była faktyczna wola państw zachodnich, żeby obalić reżim, wsparłyby one pewne ugrupowania opozycyjne i zmusiłyby je do wypracowania jakiegoś wspólnego stanowiska. Wtedy powstałaby grupa poparta także finansowo, logistycznie, a przede wszystkim politycznie, która nabierałaby znaczenia. Długo trwał też marazm powołanej w początkach rewolucji Syryjskiej Rady Narodowej (SNC). Popychana była ona do działania przez grupy opozycyjne z kraju. Później pojawiły się pretensje, że ich działania nie dają efektów. Jednak jak można mieć efekty, jeśli Rada nie jest realnie poparta przez inne państwa i o cokolwiek nie prosi, to nie jest w stanie uzyskać znikąd pomocy? Tak jak choćby w przypadku wciąż ponawianych apeli o utworzenie strefy zakazu lotów. Gdyby się pojawiła, nie byłoby kolejnych masakr lub byłoby ich o wiele mniej.

Reżim nie ma nie wiadomo jakiej siły militarnej. To nie jest tak, że istnieje jakaś niezwyciężona armia, a reżim jest spójny, zjednoczony i świetnie wyszkolony. Mając strefę zakazu lotów, w ciągu 2 tygodni tak zwana potęga militarna Assada mogłaby się rozsypać. Widać nie ma takiej woli ze strony państw zachodnich, żeby teraz obalić reżim.


Jaka jest militarna przeciwwaga w kraju dla armii reżimu?


Syryjska Wolna Armia (Free Syrian Army – FSA), czyli dezerterzy Armii Syryjskiej. Utworzyła się, kiedy reżim zaczął wysyłać żołnierzy przeciw ludności cywilnej w celu pacyfikowania całych osiedli ludzkich. Wtedy coraz więcej żołnierzy odmawiało wykonywania rozkazów i uciekali do swoich domów, żeby bronić  bliskich, wiedząc co im grozi. FSA skupia się na obronie ludności cywilnej. Tam, gdzie wprowadzane są paramilitarne bojówki Shabiha – zaufane, wierne Assadowi jednostki, składające się najczęściej z  alawitów - jest najbardziej brutalnie, oni nie oszczędzają nikogo. To nie są prawdziwi żołnierze, ale paramilitarne bezwzględne formacje, które chwyciły za broń, żeby ukarać sunnitów za powstanie.


Czy FSA ma jakieś przywództwo? Utworzyła się w międzyczasie jakaś centrala?


Nie. To lokalne oddziały, które powstały w celu obrony ludności cywilnej. Oczywiście często pojawiają się różne komunikaty wysyłane przez dowódców trochę większych oddziałów, ale nie ma jednego generalnego przywódcy. Zdarza się, że kilka grup zaczyna działać razem przy większym oblężeniu i z konieczności, ale nie zawsze współpracują. Jednak to, po czym można rozpoznać FSA, to fakt, że działają tylko w defensywie.

Pojawiły się też grupy, które twierdzą, że należą do FSA, jednak nie działają zgodnie z jej zasadami. Przechodzą do ofensywy, atakują armię syryjską, mszczą się za krzywdy swoich bliskich na przykład na wioskach, z których pochodzą żołnierze oblegający ich miejscowości. Biorą odwet na ludności cywilnej, zdarza się też, że uciekają się do porwań. Te agresywne grupy (w skład których wchodzą też czasami ludzie przed rewolucją zajmujący się działalnością przestępczą) są godne potępienia, ponieważ, jak podkreślałem, ideą FSA są działania obronne.


Powiedziałeś już, że armia reżimu nie jest szczególnie silna, wbrew temu, co przekazują media. Czemu więc nie reagują ościenne państwa, które mają bardzo silną armię, na przykład Turcja, przyjmująca już wielu uchodźców?


Nie widzę bezpośredniego interesu politycznego Turcji w obaleniu reżimu. Gdyby do tego doszło, syryjskie ugrupowania kurdyjskie chciałyby pewnie uzyskać autonomię lub przynajmniej forsowałyby model federacji. Nie przysłużyłoby się to Turcji, która sama nie daje Kurdom autonomii. Jednak Turcja może mieć pewne interesy w Syrii i z tego wynika jej zainteresowanie. Kraj ten chciałby umocnić swoją pozycję w rejonie. Pomogłoby tutaj osłabienie Iranu, do czego przyczynić się może rewolucja syryjska.

Nie wierzę jednak, żeby Turcja miała interes w szybkim uspokojeniu się sytuacji w Syrii i szybkim pozbyciu się Assada, więc ich wypowiedzi trzeba traktować jak polityczne gesty bez większego znaczenia. Tak jak Rosję, która twierdzi, że Assad może odejść tylko w sposób konstytucyjny, czyli na drodze wyborów, których nie da się uczciwie zorganizować. Turcja może odegrać rolę w konflikcie, ale raczej pod naciskiem USA. Sama z siebie, wątpię, żeby zaczęła konkretnie działać.


Mówiąc o politycznych gestach, czy uważasz, że Assad pozwoli cywilom opuścić Homs, tak jak zapowiedział tydzień temu?


Myślę, że tak. Assad chce zrównać z ziemią dzielnice, do których nie może wkroczyć, ale nie ma takiej determinacji ze strony żołnierzy, żeby mordować wszystkich cywilów. Jedyni, którzy są do tego zdolni, to oddziały shabiha, ale oni są taktycznie słabi. Nie zrobią tego sami bez wsparcia wojska, a Assad chce koniecznie pozbyć się FSA z Homs.


Assad zapowiedział też, że zezwoli na pomoc humanitarną i działania organizacji pozarządowych w tym zakresie. Można w to wierzyć?


Nie. Sądzę, że jedyne, na co się zgodzi, to ewakuacja ludności z Homs przeprowadzona przez Czerwony Krzyż i Czerwony Półksiężyc. To mu jest na rękę. Będzie mógł ostrzeliwać i bombardować do woli pozostawioną tam FSA, a swoją drogą razem z Czerwonym Krzyżem i Czerwonym Półksiężycem wpuści swoich szpiegów i dowie się dzięki temu, gdzie są strategiczne pozycje. Teraz jest tam jeszcze biedna ludność cywilna. Ostrzał systematyczny i bombardowanie mogłoby przyśpieszyć reakcję świata. Jak ludności nie będzie, to pod hasłem walki z terroryzmem będzie regularnie bombardował miasto. Dlatego sprowadza teraz w ten rejon helikoptery.


Czy nadszedł już czas, kiedy konieczna jest interwencja wojskowa z zewnątrz? Czy może liczysz wciąż na pokojowe rozwiązanie?


Uważam, że mamy ostatni dzwonek na pokojowe rozwiązanie, ale się tego nie spodziewam. Gdyby Assad sam ustąpił, byłaby jeszcze jakaś szansa, ale on bez użycia siły nie odejdzie. Zamach na niego jest również nierealny, jest zbyt dobrze chroniony. Najlepsze rozwiązanie, jakie teraz jest możliwe, to utworzenie bezpiecznych stref, gdzie mogłaby się organizować FSA i budować przeciwwagę dla armii Assada. Zaufanych jednostek reżimu jest zaledwie kilka dywizji. Uderzenie w nie to koniec. Scenariusz realistyczny, jaki widzę w najbliższym czasie, to uzbrajanie, mimo stanowiska Rosji i Chin, pewnych grup opozycji - tych dobrze zorganizowanych, znanych ze swojej działalności, których dowódcy są znani członkom opozycji i którzy wyrażają chęć współpracy w ramach FSA (defensywa, a nie zamachy).


Czy w takiej sytuacji możliwe jest udzielenie jakiejkolwiek pomocy Syryjczykom?


Wewnątrz  kraju nie da się nic zrobić. Nie ma możliwości udzielenia pomocy w ramach działań organizacji pozarządowych. Tylko Czerwony Krzyż i Czerwony Półksiężyc są w stanie coś wynegocjować i to tylko wtedy, kiedy mają spójne z polityką reżimu interesy, tak jak w Homs. Skupić się należy na sprawie uchodźców. Dobrze robią ci, którzy uciekają. Niech reżim odczuje, że Syria to ludzie i bez nich nie przetrwa.

To, co jest teraz potrzebne, to organizacja warunków w krajach ościennych oraz innych krajach, gdzie mogą trafić uciekinierzy. To, co można i trzeba im teraz zaoferować, to leczenie rannych (co też, mam nadzieję, nastąpi już wkrótce w Polsce), pomoc psychologiczna, prawna oraz pomoc w przystosowaniu się do nowych warunków życia. Te osoby nie zostaną uchodźcami na zawsze. Większość z nich nie wybrałaby życia poza Syrią z własnej woli i czekają tylko na możliwość powrotu. Nie jest tak, że przyjadą i nie będą chcieli wracać. Syria to ich dom. Po upadku reżimu tym szybciej wrócą, im szybciej sytuacja będzie się stabilizować. Ale trzeba im pomóc, żeby później te osoby miały też dobry obraz krajów, które ich przyjęły, żeby chciały współpracować z tymi, którzy udzielili im gościny i pomogli. Będą mieli wtedy inne spojrzenie na to, jak chcieliby, żeby ich kraj wyglądał. To jest kolejne zadanie, którego powinny podejmować się teraz organizacje pozarządowe. Trzeba także skupić się na umożliwieniu lepszego poznania kultury i podstaw języka, jeśli nie jest to kraj arabski.


Ludzie, jak już powiedziałeś, wyjeżdżają z kraju nie dlatego, że nie chcą mieszkać w Syrii, ale uciekają przez prześladowaniami, więzieniem i często śmiercią. Za co można trafić do więzienia i co czeka tam człowieka?


W momencie, kiedy shabiha wchodzą w jakiś region, to oni decydują, kto trafia do więzienia. Powodem może być na przykład to, że jest się sunnitą albo że zna się kogoś w miejscowości, gdzie była demonstracja, bądź też mieszka się gdzieś, gdzie był protest. Te aresztowania to jest tragedia, ale też coś co zniszczy reżim. Poparcie dla takich działań będzie topniało. Nie mogą się wytłumaczyć z tak nieludzkiego traktowania własnych obywateli. Kiedy ktoś trafia w ich ręce, następuje torturowanie, często długotrwałe. Patologiczne poniżanie, zwierzęce wyżywanie się - stosowany jest każdy rodzaj tortur, włącznie z bardzo brutalnymi seksualnymi i to na każdym więźniu. Nie ważne, czy to kobieta, dziecko czy mężczyzna. Nie ważne w jakim kto jest wieku. Często prowadzi to do ostatecznego wyczerpania i powolnej śmierci ofiary. Czytałem ostatnio w analizie psychologicznej dotyczącej działania takich jednostek, że oni utwierdzają się w ten sposób w słuszności tego co robią. Uważają, że trzeba zabijać jak najwięcej kobiet i dzieci, bo dzieci dorosną i będą się mścić, a kobiety rodzą kolejne dzieci.


O agresji skierowanej przeciwko dzieciom i kobietom media donoszą coraz częściej. Czy to kwestia tego, że jest jej rzeczywiście więcej, czy może teraz się o niej po prostu zaczyna mówić?


To zjawisko nasila się, bo i podejście sekciarskie w grupach militarnych jest coraz silniejsze. Pokazuje to, że reżim nie może nic zaoferować, czuje się bezkarny i dlatego powinny być skierowane przeciw niemu rzeczywiste groźby dotyczące interwencji zbrojnej. Natomiast takie traktowanie kobiet wzbudza wielkie oburzenie nie tylko w Europie, ale przede wszystkim w świecie arabskim.


Problem praw kobiet w świecie arabskim jest na tle ostatnich rewolucji coraz bardziej widoczny. Fala przemocy, zwłaszcza na tle seksualnym, staje się coraz większa i nie da się jej nie zauważać czy marginalizować dlatego, że ci lepiej wykształceni są bardziej oburzeni.


Problem przemocy seksualnej nie dotyczy tylko Syrii. Mało tego, nie dotyczy tylko rzeczywistości rewolucji. Rewolucja czy jakakolwiek destabilizacja prowadzi do zwiększenia takich agresywnych zachowań, ale to też kwestia edukacji.


Czym uwarunkowane jest takie traktowanie kobiet? Niektórzy powtarzają, że arabowie źle traktują kobiety, bo jest to uwarunkowane kulturowo i religijnie.


To kwestia tego, jak ludzie są traktowani przez rządzących, jakie mają możliwości docierania do edukacji i informacji. Dużo ludzi w krajach rządzonych przez reżimy traktowanych było jak śmieci, jak bydło. Polityka reżimowa ma na celu wykształcenie społeczeństwa zastraszonego i posłusznego, czyli jego zdziczenie przez ograniczanie wolności i dostępu do informacji. Stworzenie społeczności wyedukowanej na wielu poziomach i zdającej sobie sprawę z własnej wartości nie leży w interesie reżimu. To nie jest tylko kwestia kształcenia na poziomie szkolnictwa, ale edukacji obywatelskiej, na poziomie praw człowieka itp. Tutaj też będzie wkrótce pole dla organizacji pozarządowych, które mają doświadczenie w podobnych projektach. Należy także pomyśleć o stworzeniu programów adaptacyjnych dla uchodźców również pod tym kątem, zwłaszcza w krajach o całkiem odmiennej kulturze. Naprawdę nie ma co udawać, że wszystkie kultury są takie same. Są inne, co nie znaczy, że nie mogą się wymieniać i nie mogą razem funkcjonować w poszanowaniu praw do wolności, godności i innych, które powinny być dostępne dla wszystkich.


Czy w Syrii po rewolucji sprawdzi się demokracja?


To nie jest teraz najistotniejsza kwestia dla opozycji. Teraz trzeba powstrzymać masowe morderstwa i zbrodnie reżimu, który nie ma najmniejszego szacunku dla ludzkiego życia, a co dopiero dla jakichkolwiek praw człowieka. Nie wiem, czy sprawdzi się europejski model demokracji. Może nastąpią rządy autorytarne z quasi demokracją, a może jeszcze coś innego, ale na pewno musi to być forma rządów szanująca ludzi i respektująca ich prawa.


Jakich ekonomicznych skutków rewolucji mogą się spodziewać państwa graniczące z Syrią?


Zacznę od samej Syrii. W Syrii ludzie nie pożyczają pieniędzy, nie zadłużają się, dlatego utrzymywane są nadwyżki gotówki. To wynika też z pewnych uwarunkowań kulturowych i mentalnych, dlatego syryjska gospodarka nie rozpadła się tak od razu. Ludzie jednak nie mają nieograniczonych środków i zaczęli dokładać do interesów. W czasie swoich rządów reżim pozwalał na gromadzenie dużych pieniędzy po to, żeby ludzie się nie sprzeciwiali i stali po jego stronie. Ale inwestorzy się wycofują, a oszczędności nie są wieczne. Będzie więc coraz większy sprzeciw także ze strony osób, które do tej pory milczały. Już w Damaszku i Aleppo, gdzie było najwięcej tych, którzy się bogacili, poparcie dla Assada zmalało, choć na razie po ciuchu. Przyjdzie jednak moment otwartego sprzeciwu. Assad też nie ma nieograniczonych środków. Ma swoich "przyjaciół", ale nie będą oni pomagać mu non stop, nikt nie będzie mu dokładał 10 miliardów kwartalnie na utrzymanie państwa. Sektor publiczny niedługo upadnie. Arabia Saudyjska i Iran też biednieją, bo ceny ropy spadają.

Turcja ucierpi najmniej, nawet jak stanie całkowicie wymiana handlowa, bo ma bardzo mocną gospodarkę.

Irak też nie odczuje skutków. Projekty wydobywcze nabrały tam tempa i będą mieli takie nadwyżki finansowe, że nie odczują w ogóle tej rewolucji. Wymiana handlowa w tym przypadku nie ma znaczenia, mogą się odciąć całkowicie bez problemów.

Najbardziej ucierpią Jordania i Liban. Ta pierwsza może liczyć jednak na pomoc od zachodnich państw oraz rekompensaty za wprowadzenie przeciw Syrii sankcji i przyjmowanie uchodźców.

Liban odczuje już wkrótce bardzo dotkliwie skutki rewolucji, przede wszystkim ze względu na niejasną politykę i poparcie reżimu. Nie dostaną pomocy finansowej choćby dlatego, że do tej pory nie prowadzą nawet rejestracji uchodźców, którzy wciąż napływają. Potencjał destabilizacyjny jest w tym przypadku bardzo duży i jest to strefa zagrożona. Inwestorzy uciekają, nie ma co liczyć na poważną pomoc.


Jest jeszcze Izrael.


Wśród tych wszystkich państw jest chyba najbardziej szczery w swoim postępowaniu i nie jest też krytykowany - po raz pierwszy w ramach jakiegoś konfliktu w rejonie. Trzyma się na uboczu, nie zabiera głosu, realizuje swoje interesy. Kluczem do tego, jak się zachowa Izrael, jest to, że chciałby widzieć osłabienie Iranu, a upadek reżimu przybliża go do tego celu. Z drugiej strony w Egipcie są salafici, którzy, jak już mówiliśmy, są niepewną siłą. Z kolei Bractwo Muzułmańskie w Egipcie chce się dogadać z Izraelem. W Syrii też Bractwo nie mówi "nie" w sprawie dogadania się w jakiś sposób z Izraelem. Pewne kręgi Bractwa już rozmawiały z grupami z Izraela o potencjalnych relacjach syryjsko-izraelskich w przyszłości. Możliwe też, że jeśli Syria dogada się z Izraelem, co nie jest takim całkiem nieprawdopodobnym scenariuszem, USA mogłyby pomóc Syrii.


A wracając jeszcze na sam koniec do ekstremistów, jak skomentujesz doniesienia o obecności Al-Kaidy w Syrii i innych ekstremistów? Czy jedyną przeciwwagą dla reżimu jest teraz Bractwo Muzułmańskie?


Oczywiście nie we wszystko trzeba wierzyć Bractwu, ale religijnie alternatywą dla nich są rosnący w siłę salafici, którzy w sytuacjach krytycznych zyskują duże poparcie biednej ludności i mogą destabilizować kraj. W Syrii teraz nie ma czystego rozwiązania politycznego. Nic nie jest do końca świeckie czy religijne. Nawet plotki związane z Al-Kaidą. Każdy polityczny analityk wie, że jeżeli nawet w Syrii działa akurat to ugrupowanie, to tak jak i wcześniej, tak i teraz działa po stronie reżimu. Dlatego każdą informację, która napływa do nas z jakiejkolwiek strony, trzeba sprawdzać wielokrotnie i zostawiać jeszcze duży margines potencjalnego błędu.

 

 

Samer Masri - syryjski aktywista, organizator demonstracji antyreżimowych, przedstawiciel opozycji syryjskiej w Polsce, z zawodu i wykształcenia dr ekonomii

 

 

Rozmawiała: Marta Górska, Wiosna Ludów



Strona główna

Samer Masri podczas demonstracji
Samer Masri podczas demonstracji "Solidarni z ofiarami syryjskiego reżimu", zorganizowanej przez Amnesty International 14 czerwca 2012 w Warszawie

Samer Masri podczas demonstracji
Samer Masri podczas demonstracji "Solidarni z ofiarami syryjskiego reżimu", zorganizowanej przez Amnesty International 14 czerwca 2012 w Warszawie

Samer Masri podczas demonstracji
Samer Masri podczas demonstracji "Solidarni z ofiarami syryjskiego reżimu", zorganizowanej przez Amnesty International 14 czerwca 2012 w Warszawie

Samer Masri - 4 - 21 marca br., Seminarium
Samer Masri - 4 - 21 marca br., Seminarium "Wolna Syria" w Sejmie RP