Dlaczego stoję po stronie rewolucji syryjskiej - Salam Salti
2012-08-31
Musiałem odważyć się podnieść głos. Trzeba walczyć, bo inaczej nie da się żyć. Nie umiałem już żyć z tym potwornym wiecznym strachem. Szczególnie kiedy widzę jak mizernie wyglądają zwolennicy reżimu. My krzyczymy hasło "Syria - Wolność - i już"; oni krzyczą "Syria -  Bashar Assad - i już". Stawiają Assada zamiast wolności, to jest absurdalne. Bo Syria pozostanie, wolność pozostanie, a Assad jak każdy inny dyktator czy każdy polityk, kiedyś odejdzie z tego świata - Salam Salti, aktywista, lekarz.


Dlaczego postanowił Pan stanąć po stronie rewolucji syryjskiej?


Ponieważ rewolucja jest sprawiedliwa. Wybuchła przeciw reżimowi, który od kilku dekad prowadzi politykę przemocy i niewolnictwa wobec własnego narodu. Było rzeczą oczywistą dla mnie stanąć po stronie rewolucji. Jestem opozycjonistą od 1978 roku. Przeciwnicy reżimu Assadów byli ciągle niszczeni. Działo się tak do teraz, kiedy młode pokolenie się odważyło przeciwstawić. Młodzi mają świeży, inny punkt widzenia i dlatego za nimi idziemy.


Jak wyglądało życie opozycjonistów za Hafeza i później za rządów jego syna Bashara Assada?


Opozycja była cały czas ścigana. W latach 80-tych praktycznie wszyscy wsadzani byli do wiezienia. Bardzo duża cześć z tych osób była likwidowana. Doprowadziło to do tego, że powstała pustynia polityczna. Nie można było myśleć ani tym bardziej mówić co się myśli. Tak było do niedawna. Ja sam bałem się nawet w czasie snu, że ktoś po mnie przyjdzie i wsadzi do więzienia. Byłem 2 razy na przesłuchaniach w więzieniach, ale na szczęście nie byłem w więzieniu. Moi koledzy opowiadali, kiedy spotkaliśmy się po 30 latach, co się z nimi działo. To było straszne, ale to co się dzieje teraz... nie ma słów, żeby to opisać. Ludzie są prześladowani i likwidowani na miejscu.


Jak wygląda teraz sytuacja więźniów politycznych w Syrii?


Więźniów politycznych teraz jest bardzo mało. Likwiduje się ich natychmiast; tylko czasem są zabijani po 2 czy 3 dniach. Teraz już najczęściej siłom rządowym nie zależy na uzyskaniu informacji. Zabijają, torturują w bestialski sposób dla przyjemności. Palą ludzi żywcem, rzucają resztki zwłok na wysypiska śmieci. Szacuje się, że więźniów politycznych jeszcze niedawno było w Syrii ok. 100 tysięcy, ale to tylko tych, o których wiemy; poza tym dużo z osób zalicza się już do "zaginionych". "Zaginieni" to znaczy najprawdopodobniej zabici.


Stojąc tutaj dziś, nie boi się Pan o swoją rodzinę w Syrii?


Od 20 lat mieszkam w Polsce, jestem lekarzem. Odważyłem się stanąć po tej stronie, bo musiałem skończyć z tym koszmarem, który mnie prześladował. Moja rodzina w Syrii nie jest inna niż setki pozostałych rodzin. Musiałem odważyć się podnieść głos. Trzeba walczyć, bo inaczej nie da się żyć. Nie umiałem już żyć z tym potwornym wiecznym strachem. Szczególnie kiedy widzę jak mizernie wyglądają zwolennicy reżimu w Warszawie. Za czym oni stoją, komu służą? My krzyczymy hasło "Syria - Wolność - i już"; oni krzyczą "Syria -  Bashar Assad - i już". Stawiają Assada zamiast wolności, to jest absurdalne. Bo Syria pozostanie, wolność pozostanie, a Assad jak każdy inny dyktator czy każdy polityk, kiedyś odejdzie z tego świata.


Przeciwnicy rewolucji twierdzą, że jeśli Assad ustąpi to w kraju zapadnie chaos, a ostatecznie władzę przejmą islamiści.


Jestem ateistą, ale szanuję ludzi wierzących niezależnie od tego w jakiej religii są wychowani. Ja się czuję w części chrześcijaninem, muzułmaninem, Syryjczykiem, Palestyńczykiem i Polakiem. Trzeba mieć tolerancję, bo ostatecznie musi zwyciężyć właśnie tolerancja i naród. Wczoraj była masakra w Daraya. Zostało zbitych, zlinczowanych ponad 300 cywili. To trudno nawet opisać jak kobiety zostały zgwałcone, poćwiartowane. To oni, zwolennicy reżimu, niszczą Syrię jako kraj i naród. Po upadku reżimu przyjdzie dla nas też bardzo trudny czas.  Oczywiście trzeba brać pod uwagę i taką możliwość, że islamiści dojdą do władzy. Jednak sunnitów w Syrii nie ma więcej jak 60 % ludności. Jeśli nawet dojdą do władzy religijne ugrupowania to to nie jest tak jak podaje rząd, że jest ich 90% w kraju. Poza tym walczymy o to, żeby była demokracja, czyli nawet jak dojdą do władzy bardziej religijne grupy, to nie będą mogły rządzić jak dynastia np. 40 lat, tylko 4 lata. Widzieliśmy jak było w latach 80-tych w Polsce, w czasie transformacji. Pamiętajmy, że naród, który jest tak silny, żeby obalić reżim nie zgodzi się już na żadną dyktaturę.


Kolejny argument przeciwników rewolucji jest taki, że to co się dzieje obecnie w kraju zostało wywołane przez obce ingerencje, m.in. Kataru i USA.


Powiem o sobie: nigdy nie byłem podżegany przez kogokolwiek. Zresztą, minęły pierwsze 3 miesiące od rozpoczęcia rewolucji i Katar i Arabia Saudyjska stały twardo po stronie reżimu. Może sam reżim już nie pamięta, ale my pamiętamy. I te kraje może już teraz po kryjomu, ale są przeciwko rewolucji. Nie wspierali jej od początku, bo wcale nie chcieli, żeby Syria była wolnym krajem. Jakby chcieli nas wspierać to mają pieniądze, przecież mogliby pomagać humanitarnie cywilom. Sami Syryjczycy na obczyźnie pomagają tym w kraju. Jesteśmy jedynym źródłem pomocy dla ludności w Syrii. Nikt inny im nic nie daje.

 

 

Rozmowa przeprowadzona 26 sierpnia 2012, podczas antyreżimowej demonstracji w Warszawie.
Autor: Marta Górska, WiosnaLudow.pl



Strona główna