Samoloty bezzałogowe wobec etyki i prawa międzynarodowego
2013-07-24
W ostatnich dziesięciu latach coraz częściej słyszymy o samolotach bezzałogowych. Nie męczą się, nie odczuwają stresu, pozostają w powietrzu dziesiątki godzin, dostarczają doskonałej jakości obrazy, a nawet eliminują terrorystów. Technologia rozwija się w zawrotnym tempie, pozostawiając daleko w tyle refleksję nad  rolą człowieka w tak prowadzonej walce.

W ostatnich dziesięciu latach coraz częściej słyszymy o samolotach bezzałogowych. Nie męczą się, nie odczuwają stresu, pozostają w powietrzu dziesiątki godzin, dostarczają doskonałej jakości obrazy, a nawet eliminują terrorystów. W rękach wyszkolonego operatora, pracującego w bezpiecznej bazie, z dala od pola walki, nierzadko na innym kontynencie, drony już dziś potrafią bardzo dużo, a ich konstruktorzy nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa. Technologia rozwija się w zawrotnym tempie, pozostawiając daleko w tyle refleksję nad  rolą człowieka w tak prowadzonej walce.

Dyskusje na temat etycznego wykorzystywania technologii bezzałogowych nasiliły się w ostatnich latach m.in. z powodu coraz intensywniejszego wykorzystywania jej przez USA na Bliskim Wschodzie (głównie w Pakistanie, Jemenie, Somalii) oraz planów wprowadzenia w Republice Konga w celu obserwacji działalności grupy M23. Sama dyskusja zawiera zarówno aspekty związane z etyką technicznej rozbudowy pojazdów jak i zgodności ich użycia z panującym międzynarodowym prawem humanitarnym i prawami człowieka.

Jeśli chodzi o problem prawny wykorzystywanie pojazdów bezzałogowych zarówno przeznaczonych do obserwacji, likwidacji danych obiektów jak i wykonywania z ich pomocą egzekucji na odległość, wpisuje się również w szerszą debatę dotyczącą egzekwowania prawa humanitarnego i praw człowieka na terenie swojego, jak i obcego państwa w momencie, kiedy nie mamy do czynienia z sytuacją wojny.

Początki lotów bezzałogowych

Rozwój technologii bezzałogowej oraz badania, nad automatyzacją, a ostatnio coraz częściej autonomizacją tych maszyn trwają od lat 60-tych. Jak zaznacza prof. Zdobysław Goraj z Instytutu Techniki Lotniczej i Mechaniki Stosowanej Politechniki Warszawskiej samolot bezzałogowy nie jest zawsze jest maszyną bojową, nie jest też równoznaczny z bombą czy technologią przeznaczoną tylko do zabijania. Różnica między zdalnie sterowanym pociskiem a samolotem      polega przede wszystkim na tym, że ten drugi z założenia ma za zadanie wrócić po akcji do bazy, a nie rozbić się w terenie, nie zawsze jest też wyposażony w sprzęt, który umożliwia likwidację celu.

Początki technologii samolotów bezzałogowych (zwanych dziś potocznie dronami – szkodnikami) sięgają lat 60-tych XX wieku i wojny w Wietnamie. Ich głównym dostawcą była wtedy firma Ryan. Samolot bezzałogowy nie miał wówczas jeszcze zastosowania bojowego. Główną jego funkcją było wykonywanie zdjęć służących do analizy terenu lub np. m.in. skutków bombardowań . Po zakończeniu wojny w Wietnamie Amerykanie nie rozwijali tej technologii, natomiast badania na szeroką skalę zaczął prowadzić Izrael. Cześć konstruktorów i inżynierów produkujących ówczesne drony, byli to żydzi polskiego pochodzenia, zmuszeni do opuszczenia terytorium Polski w 1968 roku.

Amerykanie widząc rozwój technologii Izraela wrócili to badań i produkcji samolotów bezzałogowych, co dało rezultat w postaci dwóch najlepiej uzbrojonych pod tym względem armii świata.

Dziś jak przyznaje prof. Goraj to USA, a za nim Izrael dysponują nie tylko najbardziej zaawansowaną, ale także najliczniejszą flotą samolotów bezzałogowych.

Obecny stan technologii bezzałogowej

Największe i najbardziej zaawansowane maszyny posiada dziś USA. Ich armia dysponuje m.in. ważącym 12 ton samolotem typu Global Hawk, zdolnym odbyć lot na trasie USA – Australia – USA bez przerw. Izrael ma natomiast głównie samoloty typu Close Range lub MALE – średniej wielkości o wadze ok 1 -5 ton wznoszące się na wysokość do 8 tys. metrów i utrzymujące się w powietrzy bez potrzeby tankowania do 30 godzin. Te ostatnie oraz bardzo małe samoloty o wadze poniżej 1 kg służą głównie do zwiadu oraz do analiz terenu. Dostarczają już nie tylko zdjęć, ale przede wszystkim rejestrują obraz z kamer cyfrowych i przekazują go w czasie rzeczywistym do bazy naziemnej.

Tego typu maszyny wykorzystywane są m.in. w Afganistanie, Pakistanie i Jemenie. Jednak samoloty bezzałogowe służą nie tylko do analiz i rozpoznania, ale także likwidacji celu (zabijania np. tych, których baza uzna za terrorystów).

„Na chwilę obecną nie zagraża im [USA i Izraelowi] pod względem technicznym ani Iran ani Chiny. Jednak taki stan może ulec zmianie w ciągu 15 – 20 kolejnych lat, ponieważ państwa te bardzo intensywnie inwestują w rozwój technologii bezzałogowej – mówi prof. Goraj. - Obecnie ich technologia jest na etapie tej jaką mieli amerykanie w Wietnamie, jednak to może się zmienić. Wiemy np. że Chiny ostatnio zakupiły lotniskowiec i planują przekształcenie go w lądowiska dla bezzałogowców” - dodaje prof. Goraj.

Z drugiej strony samoloty bezzałogowe nie są w stanie zastąpić załogowych w przypadku działań zbrojnych. Jak podkreśla dr Marek Madej, adiunkt w Instytucie Stosunków Międzynarodowych UW; analityk ds. bezpieczeństwa międzynarodowego, członek laboratorium idei – prezydenckiego programu eksperckiego: „Bezzałogowce dziś nie są w stanie zestrzelić samolotu załogowego w powietrzu, czyli nie można z ich pomocą prowadzić np. bitwy. Jednak niewątpliwą zaletą jest to, że bezzałogowiec może długo wisieć nad celem przed jego ewentualną likwidacją, dlatego są to dobre urządzenia do prowadzenia obserwacji. Na dziś nie ma możliwości, i w przeciągu kilkunastu kolejnych lat nie będzie, żeby konflikty zbrojne były prowadzone tylko przy użyciu broni bezzałogowej” - mówi dr Madej.

Użycie samolotów bezzałogowych przez armię

Samolot bezzałogowy mimo pewnych ograniczeń ma szerokie zastosowanie militarne, w tym bojowe. „Samolot bezzałogowy po starcie można nadzorować z bazy nawet na innym kontynencie – mówi prof. Goraj. – Jedna z baz obsługujących np. samoloty w Afganistanie znajduje się w Tampa na Florydzie ”.

W tej bazie zapadają decyzje dotyczące m.in. odpalania rakiet umocowanych pod skrzydłami dronów bojowych. Praca „pilota” samolotu bezzałogowego polega w części na długotrwałej obserwacji nie tylko samego terenu podczas np. przemieszczania się konwojów, ale również eskortowaniu czy osłanianiu i informowaniu wojsk naziemnych. Polega też na śledzeniu podejrzanych o terroryzm oraz ich likwidowaniu.

Brandon Bryant jeden z byłych „pilotów” amerykańskich, pracujący przez siedem lat w Tampa opowiada o swoich doświadczeniach na zmianę jak o grze wideo lub wojennej traumie, która została u niego zdiagnozowana, kiedy zdecydował się porzucić wojsko.

Zmiana „pilota” trwa 12 godzin. Jest on zamknięty w kokpicie przed monitorami prezentującymi mu obraz w czasie niemal rzeczywistym (2 s opóźnienia). Zabicie jednej osoby lub grupy osób to kwestia naciśnięcia przycisku. Bryant zaczął pracę w wieku lat 20. Nie wspomina o przejściu specjalistycznych badań psychologicznych ani bieżącej pomocy psychologów. Po 12 godzinach kończył zmianę i szedł do domu. Po siedmiu latach zamknięcia w metalowej skrzyni z monitorami jego poziom wytrzymałość złamała tragedia, z którą nie mógł sobie poradzić. Podczas prowadzonej za pomocą drona misji wysadził w powietrze budynek, przy którym bawiło się dziecko. Widział je dokładnie na monitorze, jednak przełożony dał rozkaz do strzału, twierdząc, że przy budynku stoi pies. Bryant strzelił i zlikwidował cel.

Odpowiedzialność w takich wypadkach się rozmywa. Jak podkreśla prof. Goraj „pilot” samolotu bezzałogowego nie jest pilotem w pełni samodzielnym jak w przypadku samolotu załogowego. Do sterowania jednym często potrzeba kilku osób. ”Oczywiście niezbędne jest gruntowne przeszkolenie – mówi. – Jednak w przypadku takiego sprzętu najczęściej kto inny odpowiedzialny jest za ustalenie i realizację trasy, analizę obrazów, łączność bezpośrednią i przez satelitę etc.”

Etyka

Ustalenie kto zawinił śmierci cywila to długi proces, a najczęściej nawet nie szuka się winowajcy tylko przechodzi się nad zdarzeniem do porządku dziennego i zalicza się je na poczet strat koniecznych w wyniku wojny. Bryant wspomina o efekcie znieczulicy i poczuciu gry bez refleksji o cudzej śmierci. Opowiada, że tak odbierani są czasem żołnierze obsługujący drony – jako grający w grę. Prof. Goraj przyznaje, że nie słyszał jeszcze o poważanych badaniach psychologicznych z udziałem specjalistów z dziedziny robotyki czy wojska, którzy byliby w stanie stwierdzić czy wśród pilotów nie występuje zanik emocji, trauma wojenna (zdiagnozowana u Bryanta) czy efekt podobny do efektu lucyfera badanego przez Zimbardo, jaki zdiagnozowano m.in. u żołnierzy z Iraku znęcających się nad jeńcami.

Relacje innej operatorki dronów dowodzą, że wszystkie powyższe objawy mogą się pojawić. Major Vanessa Meyer jest operatorem samolotu bezzałogowego w Tampa. Jej praca polega na tym samym czym zajmował się Bryant, jednak ona nie ma traumy w związku ze swoją pracą. Przeciwnie. Jeszcze w dziewiątym miesiącu ciąży siedziała w kokpicie wykonując swoje misje. Dwójkę swoich dzieci zabiera do pracy, żeby pokazać „jak pracuje mamusia”. Opowiada o tym nie jak o zabijaniu żywych istot, ale o pracy za biurkiem. „Nie mam problemów z oddawaniem strzałów” – przyznaje.

Prof. Ronald Craig Arkin – ekspert w dziedzinie robotyki – mówi o pojawieniu się efektu „mentalności Playstation” oraz zobojętnieniu wobec zabijania. Podaje też szereg przykładów, na podstawie których używanie broni bezzałogowej staje się bezkarne, ponieważ dochodzenie do tego kto zawinił - czy programista, czy dowódca o złych intencjach, czy uszkodzony system jest niemożliwe. Jednak z analizy uszkodzeń i usterek – jak na podstawie badań dowodzi prof. Goraj - jakie doprowadzają do nieprawidłowego wykorzystania maszyny, na trzecim miejscu znajduje się obecnie błąd ludzki.

Oprócz niezamierzonych błędów popełnianych przez człowieka, mogą wystąpić też takie, które celowo zostały zaplanowane przez wroga, który wykrył na swoim terenie obcą maszynę.

„Teoretycznie możliwa jest sytuacja – przyznaje prof. Goraj, - w której dane samolotu bezzałogowego podmienione są przez wroga na inne. Jeżeli złamiemy kodowany system przekazujący dane do bazy, możemy nie tylko zakłócić prace maszyny, ale przy zastosowaniu wysokiej technologii podstawić jej błędne dane tak, że operator się nie zorientuje. Nie tylko zatem można zakłócić pole magnetyczne maszyny i ją przechwycić albo zniszczyć, ale można też sterować danymi bazy wroga.”

Autonomia czy autonomatyzacja?

Prof. Arkin głosi tezę, że wojny, w których czynnik ludzki jest ograniczony stają się bardziej humanitarne. Podaje przykłady, w których człowiek pod wpływem stresu staje się nieobliczalny, kieruje się poczuciem zagrożenia, nienawiścią i dopuszcza się np. tortur. Uważa, że najwłaściwsze w przypadku maszyn bojowych będzie w przyszłości dążenie do ich jak największej autonomii.

Z tym ostatnim nie zgadza się prof. Goraj. „Autonomia dotyczy sytuacji, w której dajemy robotowi możliwość podjęcia samodzielnej decyzji w oparciu o zebrane przez niego informacje. Jest to bardzo niebezpieczna sytuacja ponieważ może zdarzyć się, że robot analizując straty i zyski podejmie decyzje jakiej nigdy nie podjąłby człowiek. Poza tym robota też tworzy człowiek, który tworząc system podobny do sztucznej inteligencji może dać robotowi możliwość torturowania ludzi czy mszczenia się” - mówi prof. Goraj.

Prof. Arkin nie podaje rozwiązań na sytuacje takie, w których robot otrzymuje niepełne dane ani nie mówi w jaki sposób robot ma odróżniać cywila od terrorysty czy żołnierza, nie tłumaczy też w jaki sposób robot zachowa się, gdy podczas działań „oczyszczania terenu” natknie się np. na ukrywających się ludzi.

Prof. Goraj widzi duże zagrożenie w dążeniu do pełnej autonomiczności robotów, jednak podkreśla, że konieczna jest ich automatyzacja. „Automatyzacja daje możliwość zdefiniowania jak największej ilość potencjalnych błędów oraz podanie jak największej ilość scenariuszy możliwych zdarzeń tak, żeby człowiek podejmujący decyzje był w pełni świadomy jakie będą ich skutki”– mówi prof. Goraj.

„Przy dużej automatyzacji powinna być nałożona większa odpowiedzialność za decyzje – dodaje. - Bo taki system podpowiada już wiele scenariuszy i podaje szereg danych dotyczących ryzyka. W tej chwili obserwuję jednak, że priorytetem jest technologia i efektywność sprzętu. Problemy etyczne i psychologiczne są mało poruszane.”

„Bill Gates powiedział w jednym z czytanych przeze mnie wywiadów, że jesteśmy na początku techniki bezzałogowej. Porównał to do rozwoju komputerów osobistych. Jego zdaniem jesteśmy na tym poziomie co w przypadku komputerów w latach 80 tych. – mówi prof. Goraj – nie wyobrażam sobie jednak, żeby o użyciu broni przeciw człowiekowi mogła kiedykolwiek decydować maszyna.”

Nie są to jedyne wątpliwości etyczne, jeśli chodzi o akcje z użyciem sprzętu bezzałogowego.

„Międzynarodowy Komitet Czerwonego Krzyża sugeruje, że jeśli mamy możliwość kogoś złapać zamiast zabić to powinniśmy wybrać to pierwsze rozwiązanie. Jeśli mogę kogoś zranić, a nie zabić to powinienem go zranić, ale amerykańscy prawnicy twierdzą, że nie ma takiej potrzeby i jeśli prawo amerykańskie mówi, że wolno mi zabić kogoś kto według pewnych danych jest terrorystą to nie trzeba kierować się tymi sugestiami” - mówi dr Patrycja Grzybek, adiunkt w Zakładzie Studiów Strategicznych Instytutu Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego.

W roku 2010 Amerykanie zlikwidowali 117 osób, używając do tego sprzętu bezzałogowego. „Nasuwa to pytanie czy powinny być w ogóle wykonywane egzekucje z użyciem takiego sprzętu, bo skoro dysponujemy tak dobrą technologią, że potrafimy dokładnie wyśledzić cel obserwować wiele dni i ustalić, że jest terrorystą, to dlaczego nie podejmuje się prób ujęcia takiego terrorysty tylko się go likwiduje?” - mówi dr Madej.

Human Rights Watch niejednokrotnie już apelowało o międzynarodowy dialog i stworzenie prawa oraz konwencji dotyczących użycia i rozwoju bezzałogowych robotów bojowych. Na razie apele nie przyniosły skutków. Prof. Arkin podkreśla jednak, że nawet jeśli powstaną takie konwencje i dokumenty nikt nie będzie w stanie zmusić takich państw jak USA, Chiny, Rosja czy innych mocarstw do ich podpisania.

Prawo, a konflikty prowadzone z użyciem samolotów bezzałogowych

Dr Madej przypomina, że sama debata na temat użycia samolotów bezzałogowych do likwidowania ludzi na terenie obcego państwa rozpoczęła się w momencie, kiedy USA zabiły na terenie Jemenu obywateli amerykańskich posądzonych o terroryzm używając do tego sprzętu bezzałogowego.

Podczas tej operacji zostały pogwałcone podstawowe prawa człowieka m.in. do procesu sądowego. Dr Grzybek przyznaje, że w ramach konfliktu zbrojnego dopuszczalne jest zlikwidowanie celu wojskowego, pod warunkiem, że nie jest do tego użyta np. broń chemiczna czy biologiczna.

Problem przy prowadzeniu konfliktów z użyciem broni bezzałogowej z prawnego punktu widzenia wbrew pozorom nie dotyczy wcale używanie tej broni, a raczej tego jakie daje ona możliwości manipulowania prawem w sytuacjach, w których nie ma formalnie wypowiedzianej wojny, czyli de facto nie ma zastosowania prawo humanitarne.

Dr Grzybek zauważa, że konflikty, w ramach których używana jest technologia bezzałogowa nie są traktowane jako działania wojenne między dwoma państwami. „W przypadku konfliktu zbrojnego prawo międzynarodowe mówi, że możemy zlikwidować daną osobę, jeśli jest ona członkiem obcego wojska, ale najpierw trzeba mieć do czynienia z sytuacją wojny. Poza tym  człowiek, którego się zabija musi być bezpośrednio zaangażowany w działania wojenne w  chwili, kiedy jest likwidowany” - mówi dr Grzybek.

Obecnie w takich krajach jak Pakistan, Jemen czy Somalia, gdzie używa się samolotów bezzałogowych nie tylko do obserwacji, ale też do likwidowania niektórych osób posądzanych przez USA o terroryzm mamy do czynienia z sytuacją, w której państwa te nie prowadzą ze sobą otwartej wojny, co komplikuje m.in. dochodzenie przez pokrzywdzonych swoich praw.

Jest to kwestia nieuregulowana od 1949 roku, czyli od wprowadzenia konwencji genewskich. Konwencje dotyczą wyłącznie działań związanych z prowadzeniem wojny na terenie obcego państwa, a nie tych, które nie dotyczą wojny. Sytuacja ta przypomina  działanie np. Rosji w Czeczeni, gdzie oficjalnie nie prowadzili oni wojny czeczeńskiej tylko operację policyjną na dużą skalę.

Amerykanie w wypadku działań na terenie m.in. Jemenu, Pakistanu czy Somalii prowadzą tzw. wojnę z terroryzmem. Jak podkreśla dr Madej to hasło czysto medialnie, niemające odpowiednika w prawie międzynarodowym, jednak dające USA furtkę do prowadzenia działań, w których nie stosują się oni do zasad prawa humanitarnego ani w świetle swojego prawa wewnętrznego nie są zobowiązani do przestrzegania praw człowieka. Dr Grzybek zauważa, że chociaż Amerykanie rozszerzają ramy konfliktu zbrojnego to przy tym nie stosują prawa humanitarnego. Dr Madej dodaje, że w tym wypadku nie ma problemu z brakiem czy nieczytelnością prawa. „Prawo jest czytelne. Problem jest z tym czy jest ono stosowane, bo użycie broni bezzałogowej na terenie innego państwa poza konfliktem zbrojnym jest nielegalne” - mówi dr Madej.

Dochodzenie swoich praw w przypadku takich konfliktów jest niemal niemożliwe.

W przypadku użycia samolotu bezzałogowego do przeprowadzenia egzekucji człowieka odpowiedzialność ponosi ten kto wydaje rozkaz. Jeśli mamy do czynienia z operacją prowadzoną przez wojsko to hierarchia jest znana. Jednak program bezzałogowców prowadzony na terenie Pakistanu, Jemenu i Somalii nie podlega jurysdykcji amerykańskiego wojska, ale strukturom CIA.

„CIA nie jest formacją wojskową – mówi dr Madej – i w konflikcie zbrojnym formalnie taka siła nie powinna mieć prawa do użycia tej broni. W przypadku służb specjalnych też jest większy problem z ustaleniem odpowiedzialności, bo nie wiemy nawet kto konkretnie wydaje rozkaz. Mają one dużo większe pole możliwości uniknięcia odpowiedzialności” – dodaje dr Madej.

Dodatkowo zgodnie z prawem USA dotyczącym walki z terroryzmem prezydent ma prawo wydać zgodę na egzekucję danego człowieka z użyciem np. broni bezzałogowej na terenie obcego kraju uzasadniając to dobrem państwa, a co ważniejsze ma prawo także nie ujawniać podstaw na jakich podjął taką decyzję. Dr Madej przypomina, że w styczniu New York Times prosił amerykański sąd najwyższy o prawo do informacji dotyczących danych na temat amerykańskich obywateli, którzy zostali zabici w egzekucjach z użyciem bezzałogowców. NYT przegrał sprawę, właśnie na mocy obowiązującego prawa.

W dużo gorszej sytuacji są obywatele państw, w których używane są samoloty bezzałogowe. Jeśli ktoś zostaje pokrzywdzony w wyniku ich użycia nie ma praktycznie możliwość zgłoszenia nigdzie swojej sprawy.

„Teoretycznie poszkodowani w wyniku użycia np. broni bezzałogowej lub w innych wypadkach przy tzw .wojnie z terroryzmem mają prawo sądzić na terenie USA przed amerykańskim sadem państwo amerykańskie - wyjaśnia zawiłości procedur dr Grzybek. - Ja jako jednostka nie mam prawa pozwać państwa amerykańskiego na arenie międzynarodowej. Takie prawo ma tylko moje państwo, czyli moje państwo może wystąpić w moim imieniu przeciw USA o odszkodowanie. Ale np. w takich państwach jak Somalia... coś takiego nie wchodzi w ogóle w grę”.

„Dochodzenie swoich praw jest praktycznie niemożliwe tym bardziej, że ci obywatele są dodatkowo represjonowani przez swoje własne państwo, więc nikt nie wystąpi w ich imieniu – mówi dr Madej - Zauważmy jednak, że żadne z tych państw, o których mówimy nie zgodziło się też formalnie na obecność USA na swoim terenie” - dodaje dr Madej.

„Teoretycznie w krajach, o których mówimy powinny być stosowane prawa człowieka. Ameryka powinna w tych przypadkach stosować międzynarodowy pakt praw obywatelskich i politycznych, ale zarówno USA jak i Izrael nie zgodziły się na zapis, mówiący o tym, że mają je stosować poza granicami swojego kraju” - wyjaśnia dr Grzebyk.

To jednak nie usprawiedliwia zabijania ludzi przez rząd USA bez sądu. „Prawo mówi jasno albo jest konflikt zbrojny albo go nie ma – tłumaczy dr Madej. - Jeśli nie ma to jedno państwo na terenie drugiego nie ma prawa egzekucji obywatela, chyba że wykaże, że działają w samoobronie. Ale jeśli np wysyłamy samolot bezzałogowy, który leci coś oglądać i ktoś zaczyna do niego strzelać to to też nie jest bezpośrednie zagrożenie życia.

Jest jeszcze inny wariant wydarzeń – kontynuuje dr Madej - Jeśli np. Pakistan wystosowałby uchwałę, mówiącą o tym, że można likwidować na obszarze tego państwa ludzi bez sądu i wydał cesję USA, na mocy której działałyby one zgodnie z tym prawem, to wtedy byłby to inny problem mianowicie odpowiedzialny byłby też Pakistan za wprowadzenie prawa niezgodnego z prawami człowieka” - podsumowuje dr Madej.

dr Grzybek zauważa, że wtedy winne byłyby oba państwa. Jednak obywatel w tym wypadku nie ma nawet możliwości oskarżenia swojego państwa o działanie na jego szkodę, co najwyżej może próbować dochodzić swoich prawa oskarżając własne państwo o nie zapewnienie mu bezpieczeństwa. Jednak USA są w tym wypadku dalej poza oskarżeniem.

„Kiedy wojska europejskie dopuściły się nadużyć w Iraku to państwo mogło pozwać np. Polskę przed europejskim trybunałem praw człowieka, bo prawo tego trybunału obowiązuje też na terenie kraju, który jest pod jurysdykcją danego członka unii. W przypadku USA nie ma takiej możliwości, bo np. Jemen czy Somalia nie są pod jurysdykcją USA” - tłumaczy dr Grzybek.

Prawna a przyszłość sprzętu bezzałogowego

Sprzęt bezzałogowy jako taki nie musi stanowić wyłącznie zagrożenia dla życia. Może być wykorzystywany przez służby cywilne np. do analizy zanieczyszczeń w powietrzu, rozprzestrzeniania się plam olejowych na morzach podczas katastrof i wycieków, stanu ryb , migracji zwierząt. Może być również wykorzystywany do patrolowania granic, czy pomagać w patrolowaniu niebezpiecznych rejonów miasta, stosowany w wypadku masowych imprez dla bezpieczeństwa etc. Zatem używanie samej technologii bezzałogowej nawet w wypadku wojny nie zostanie zabronione przez żadne nowe prawo międzynarodowe. Konieczne są jednak działania mające na celu uregulowanie wszelkich akcji (w tym z użyciem nowych technologii) prowadzonych z użyciem przemocy poza sytuacją wojny.

„Na dziś wielkiej reformy nie będzie – mówi dr Madej. – Jednak trzymanie się kurczowo prawa konfliktów zbrojnych, które w założeniu było pomyślane na potrzeby konfliktu międzynarodowego łatwo zbyć w całości stwierdzeniem, że nie prowadzimy takiej wojny, a innych norm nie ma. To co moim zdaniem powinno się dopracować to zasady dotyczące tego  jak można stosować siłę poza granicami oraz doprecyzować prawo konfliktów wewnętrznych.”

Obecnie nie ma jednak żadnych twardych środków prawnych, które zmuszałyby państwa do stosowania praw człowieka poza granicami swojego kraju. „To pewien paradoks prawa międzynarodowego w wypadku łamania prawa  człowieka. Nie mamy rządu światowego i czegoś takiego nie będzie. To co jest możliwe to wprowadzanie odpowiednich sankcji i wywieranie presji” – mówi dr Grzebyk.

Są jeszcze, jak mówi dr Madej tzw. środki miękkie, czyli m.in. kodeksy postępowania. Poza tym zauważa on, że najskuteczniejszą drogą do zmiany w prawie międzynarodowym jest wprowadzanie zmian w prawie wewnętrznym dotyczącym konfliktów. „To co mogą też zdziałać organizacje pozarządowe w obrębie własnego państwa to domagać się, żeby nowo ustanowione prawa były zgodnego z prawami człowieka – mówi dr Madej – Wtedy dane  państwo, chętniej będzie forsowało podobne rozwiązania na arenie międzynarodowej”.

Dr Grzybek przypomina, że zgodnie ze stanowiskiem rządu RP Polska nie prowadzi wojen tylko misje pokojowe lub stabilizacyjne i w ramach tych działań powinna stosować się do zasad praw człowieka.


Autorka: Marta Górska



Strona główna